Przewodnik

Aktualnie

Prognoza pogody - Keronia:
Lato w pełni. Duszne, lepkie od gorąca i burzowe. Wichury i deszcze pojawiają się niespodziewanie, a przychodzące zaraz po nich upały szybko spijają deszczówkę, wysuszając wszystko na wiór. Na jednych terenach plony są dorodne, na innych wysychają lub gniją od nadmiaru wody. Owocują wiśnie i maliny, w lasach można znaleźć poziomki. Na polach skończyły się żniwa małe (zbiór jęczmienia ozimego), a rozpoczęły żniwa duże (zbiór pozostałych zbóż).

Prognoza pogody - cz. II.:
W Wirginii upały coraz bardziej dają się we znaki, a gwałtowne wiatry wiejące znad pustyni Wielkiej Pustyni nawiewają do miast tumany duszącego, osiadającego na skórze i ubraniach pyłu.

Prognoza pogody - cz. III.:
Quinghena dosłownie tonie w deszczu, na Wedze coraz cieplej, choć jeszcze nie upalnie. Na Kresach Północnych zaczynają rozmarzać najdalej wysunięte na południe punkty, gdzieniegdzie skałę zaczynają porastać pierwsze porosty.

Przebudowa pałacu nad jeziorem Onns I
Earlessa Irmina - wdowa pod Karelu Istorze, panu na terenach otaczających Jezioro Onns - krótko przywdziewała czerń po śmierci męża. W kerońskich portach coraz częściej spotkać można quingheńskich budowniczych, rzeźbiarzy, malarzy, hafciarzy i innych rzemieślników, podróżujących do jej posiadłości.

Przebudowa pałacu nad jeziorem Onns II
Pani Irmina bowiem, zrzuciwszy z głowy czarną chustę, jęła się przebudowy swojej rezydencji na modłę zachodnią. Co bardziej sceptyczni twierdzą, że spadek po małżonku i dochody z otaczających jezioro pól, sadów i winnic nie wystarczą, pałac jest bowiem rozległy i bardzo zniszczony.

Przebudowa pałacu nad jeziorem Onns III
Czyżby pani na wschodnim brzegu jeziora swoją rozrzutnością próbowała odstraszyć kandydatów do kolejnego ożenku? A może to propagandowa zagrywka i ostentacja pozycji społecznej? Jedno jest pewne - planowany arkadowy dziedziniec w połączeniu z łagodnym, ciepłym klimatem jeziora Onns zapowiada się obiecująco.

Linki-obrazki

Misje
I. Więzi przyjaźni
Spotykasz po latach kogoś, kto dawniej był ci bliski. Wplątuje cię on w jakąś historię, która nie dość, że z czasem się komplikuje, to w dodatku budzi w tobie wątpliwości co do intencji przyjaciela.

II. Linia frontu
Kerończy natarli na Prowincję Demarską. Oblegany jest sam Demar. Jedni ludzie stają do walki, inni uciekają ze spalonej ziemi. Napastnicy, obrońcy i cywile. Po której stronie staniesz?

Opcjonalnie: Udział w buncie niewolników w Wirginii bądź inne miejsca walk.

III. Rekonwalescencja
W nie najlepszej kondycji trafiasz do wioski lub klasztoru. Wydaje ci się, że trafiłeś w dobre ręce i że wkrótce będziesz mógł opuścić to miejsce. Okazuje się jednak, że z pozoru życzliwi i uprzejmi ludzie skrywają przed tobą jakąś tajemnicę.

IV. Zabij bestię
Coś napada, nęka mieszkańców. Zawierasz umowę z wójtem - dostarczysz głowę bestii za określoną cenę. Okazuje się jednak, że stworzenie nie działa bez powodu - jest w jakiś sposób prowokowane przez mieszkańców.

Opcjonalnie: Bestia jest wrażliwa na hałas z karczmy albo ludzie naruszyli w jakiś sposób jej rewir (weszli na jej teren, zajęli leże ze względu na drogie surowce itp.)

V. Nielegalne walki
Dochodzą cię słuchy o nielegalnych walkach prowadzonych w okolicy. Położysz im kres czy może postanowisz wziąć w nich udział dla własnego zysku? Pieniądze nie leżą na ulicy.

VI. Zlecone zabójstwo
Dochodzi do zamachu, w wyniku którego ginie ktoś ważny. Podejmujesz się odnalezienia zabójcy – albo jego zleceniodawcy. Od ciebie zależy, czy dojdzie do aresztowania winnych, czy pomożesz im uniknąć kary.

VII. Egzekucja
W mieście lub wiosce szykuje się egzekucja. Znasz sprawcę albo sam doprowadziłeś do jego schwytania. Realizacja wyroku coraz bliżej.

Opcjonalnie: Z czasem nabierasz wątpliwości, czy skazaniec faktycznie jest winny i chcesz go uwolnić lub dochodzą cię pogłoski, że ktoś może chcieć uwolnić kryminalistę.

zamknij
Spis kodów
Spis opowiadań
Baśń o wolności: Preludium (autor: Nefryt) Gdy demon odzyskuje człowieczeństwo, przypomina sobie jak być człowiekiem.(autor: Zombbiszon) Nikt nie zna prawdziwego bólu do czasu aż nie straci kogoś bliskiego sercu. (autor: Zombbiszon) Wendigo i Driada (autor: Zombbiszon) Domek, zupa, sukkub i historia (autor: Zombbiszon) Sen i niespodzianki (autor: Zombbiszon) Boląca strata i niepokojący gość! (autor: Zombbiszon) Cienie i nowy przyjaciel (autor: Zombbiszon) Kruki (autor: Zombbiszon) Cienie i Starsze Dusze (autor: Zombbiszon) Zło Kor'hu Dull (autor: Zombbiszon) Złodziej Twarzy i Koszmar (autor: Zombbiszon) Królewiec (autor: Zombbiszon) Przed świtem (autor: Nefryt) Król Żebraków i nowe drzwi (autor: Zombbiszon) Akceptacja (autor: Zombbiszon) Nostalgia (autor: Nefryt) Nowa droga i niespodziewane wyznanie? (autor: Zombbiszon) Biały i zielony daje czerwony! (autor: Zombbiszon) Nowe wyzwania w nowym życiu (autor: Zombbiszon) Krąg tajemnic (autor: Zombbiszon) Jack (autor: Zombbiszon) Czasami to mrok daje najwięcej światła (autor: Zombbiszon) Trzy sceny o szpiegowaniu (autor: Nefryt) Morze bólu. Promyk nadziei ... (autor: Zombbiszon) Sól (autor: Olżunia) Dyjanna Muirne: Miecz może być dowodem wszystkiego (autor: Zorana) Uszatek i Kwiatek na tropie przygody: Przypadłość parszywej gospody (autor: Paeonia i Szept) Gdy gasną świece (autor: Zombbiszon) ... Najjaśniej płoną gwiazdy nadziei. (autor: Zombbiszon) Elias cz. 1 (autor: Zombbiszon) Elias cz. 2 (autor: Zombbiszon) Historia (autor: Zombbiszon)
zamknij

Chat

Ogłaszam drugą edycję zabawy integracyjnej. :)

Tym, którzy nie pamiętają części pierwszej, przypominam: ma ona formę pytań i odpowiedzi. Osoba rozpoczynająca zabawę (tym razem będę to ja) zadaje pierwszej chętnej osobie cztery pytania. Tym razem dotyczyć będą one postaci danego autora. Po odpowiedzi na zadane pytania autor wymyśla od trzech do czterech nowych pytań dla jednej z osób, które zgłosiły chęć uczestnictwa. Dalej jak w łańcuszku. ;)

Jako pierwsza zgłosiła się Nefryt – oto pytania dla pani herszt:
  1. Czy posiadasz jakąś rzecz, która zdaje się być zniszczona lub niepotrzebna, ale nie pozbywasz się jej, bo ma dla ciebie wartość sentymentalną? Jaką? 
  2. Czy wymieniasz z kimś prywatną korespondencję? Jeśli tak, to z kim?

    Do Shela:
  3. W jakich okolicznościach sięgnąłeś po czarną magię po raz pierwszy? Czy zrobiłeś to z własnej woli?
  4. Do jakiego miejsca w Devealanie lubisz wracać najbardziej?

Zapraszamy do udziału wszystkich chętnych.
Dobrej zabawy!

EDIT:
Swoje uczestnictwo zgłosiłam ja, Aedówka i Isleen.
Czytaj dalej »
Kilka obrad wcześniej.

– Pozostaje kwestia mojego zastępcy.
Niemrawy pomruk rozniósł się po komnacie.
– Ustaliliśmy, że Rada Regencyjna rozpocznie obrady zaraz po rozwiązaniu.
– Wasza Rada – odparł chłodno Mistrz – gromadzi głupców szukających korzyści dla własnych interesów. – Nie tyle atakował, co stwierdzał fakt. W zamyśleniu potarł sygnet z herbem Zakonu. – Nad wami ma być Regent. – Parsknięcia zatrzęsły paroma mięśniami piwnymi. – Silny i z prawem weta.
– Nie może być!
– Nie ty go wybierasz.
– Ponadto mianowany przeze mnie – dopowiedział Mistrz, nie dając się przekrzyczeć.
– Jeden człowiek? – zakpił jeden ze starszych Radnych, znajdujący się z dala od światła świecy. – Jeden człowiek ma samotnie kontrolować sieć Jeźdźców na terenie trzech państw?
– Jeden człowiek jest zawsze łatwiejszym celem niż rozproszona grupa działająca z ukrycia – zauważył inny. Odlane z cyny naszywki w kształcie łucznika i kuszy sugerowały, że właściciel ma znaczne doświadczenie z dziedziny precyzyjnego zdejmowania celów.
– Więc ten człowiek nie będzie grzał stołka jak, za przeproszeniem, kura grzędę – odparował Reinm. Od początku obrad ponad połowa świecy zdążyła się stopić, przez co cień Mistrza zaczął pogrążać w mroku znaczną część komnaty i radnych. Wszyscy byli zmęczeni. Jemu także zaczynało brakować cierpliwości. – Każdy z nas był kiedyś Jeźdźcem, dopiero Twierdza sprawiła, że spoczęliśmy na laurach. Czasy się zmieniły. Czas wrócić do tradycji.
Jeźdźcy. Tym od początku byli. Świeckimi rycerzami na szczególnie wyszkolonych koniach, czy - jak głosiły legendy - nie tylko koniach, biegłymi zarówno w ostrzu, jak i dyplomacji; niezawodnymi. Niewielka brać rozrosła się jednak z czasem i podzieliła między tych, którzy walczą z siodła, i tych, którzy walczą z komnat.
– Siłą Zakonu są Jeźdźcy, nie Mistrz czy Rada – przypomniała cicho Zorana. Skrzydlata, oparta dotychczas o filar podtrzymujący gwieździsty strop, obserwowała obrady w milczeniu. Spod jej przymrużonych powiek błyskały jasne oczy, oczy rozleniwionego kota. Albo może raczej oswojonej pantery, z pyskiem pełnym kłów zwodniczo schowanym między łapami. Chciało jej się spać. Nie pragnęła niczego więcej, jak zamknąć oczy i zasnąć tu i teraz, choćby na stojąco. – Na ich losach powinniśmy się skupić.

skrzydła..png
Następnego dnia.
Rozmoczona, gliniasta ziemia kląskała pod kopytami koni.
Ziemia parowała. Grzbiety koni parowały po długim kłusie. Płaszcze Jeźdźców schły przewieszone przez wysokie łęki rycerskich siodeł.
Jechali we dwójkę, sennym stępem wśród oparów porannej deszczówki. Ubrani w krótkie jeździeckie stroje starali się nie różnić wiele od strażników dróg, których ostatnimi czasy często można było spotkać na traktach zaboru wirgińskiego. Lekka pikowana kurta, koszulka z kółek kolczych schowana pod tuniką z cienkiej wełny. Oboje przy mieczu, jak przystało na – bądź co bądź – rycerzy. Choć skrzydlata mogła wyłącznie się domyślać, jak towarzysz poradzi sobie, gdy dojdzie do bezpośredniego starcia. Byli gotowi chyba na wszystko. Poza tym, że – będąc zupełnie obcymi sobie ludźmi – mają podróżować wiele godzin. Było nie tylko niezręcznie, ale i nudno.
- Pijesz dla dodania sobie rezonu? Czy może raczej by uspokoić sumienie?
Początki podróży mijały raczej spokojnie, w towarzystwie szumu pobliskiej rzeki, Surany. Dotychczas wszystko szło po ich myśli, toteż Zorana z pewnym niezrozumieniem spoglądała na Radnego, który co i rusz pociągał z butelki z jemu tylko znaną zawartością. Której to jednak nietrudno było się domyślić po unoszącym się za magiem zapachu. Nicolas zrobił skwaszoną minę.
- Z obydwu powodów, jednak żaden z nich nie powinien cię interesować.
Skrzydlata wzruszyła ramionami. No cóż, nie znali się na stopie prywatnej.
- Nie noś urazy. Jak dla mnie możesz pić ile chcesz. Wolałabym tylko, abyś utrzymał się w siodle o własnych siłach.
Nicolas skinął głową. Przytyk nie przeszkadzał mu jakoś szczególnie, nie zamierzał się boczyć. Mimo to rozmowa się nie kleiła. Narastający z wolna szum wody zwiastował pojawienie się w niedługim czasie katarakty.
- Dlaczego “Pójdźka”? – mag odbił piłeczkę.
- Co takiego? – Zorana odwróciła wzrok od drogi.
- Tak cię nazwał Golvan dziś rano.
- Ach.
Golvan, zwany przez starą drużynę Wróblem, wraz z ognistowłosą półelfką, byli dawnymi towarzyszami  jej i Reinma, nim ten objął stanowisko Mistrza. Był to koniec jego sokolniczej roli, ale pasja została.
- Stare czasy – żachnęła się. No, może z jej perspektywy nie aż tak stare, jednak Zorana nie zamierzała się tą informacją z magiem dzielić. – W kompanii Reinma panował zwyczaj, że należało nazwać każdego jakimś przydomkiem. Sokolnik, Wróbel, Piegża…
- I Pójdźka – uzupełnił jeździec.
- Nie ja go wybrałam. – Skrzywiła się.
- Wiesz, dlaczego akurat ta sowa?
Pokręciła głową, wywracając oczyma.
- Nie mam pojęcia.
Słysząc sarkazm z jej w głosie, zamilkł na moment.
- Dużo patrzysz, mało mówisz… latasz nocą.
Roześmiała się cicho.
- Reinm rzekł raczej, że jest to drapieżnik – sprostowała nieśpiesznie – mimo że niepozo...
Skrzydlata urwała, czując nagły ruch powietrza. Najpierw coś świsnęło nad ich głowami, jak spłoszony ptak potrącający gałęzie. Chwilę potem pojęli, że pierwsze z zaklęć pękło. Potem kolejne. Następny był już tylko świst przelatującego pocisku.
- Oho – mruknął mag. Oboje wiedzieli, co to znaczy.
- Stać! – krzyknęła ostrzegawczo Zorana,  ściągając wodze. Jej kary wierzchowiec wydął chrapy i stulił uszy. Usłyszała, jak towarzysz szepce coś pod nosem. Jego oczy zmieniły się. W stronę rzeki odleciała czarno-biała sylwetka. Nad spienioną wodą sroka zwolniła, gwałtownie wymachując skrzydłami w miejscu, zakręciła i poleciała w górę rzeki, stronę przeciwną do tej, z której przybyli. – Stać! – powtórzyła Skrzydlata, tym razem po wirgińsku.
- Zwolnić – odezwał się lakonicznie pierwszy z jeźdźców. Sam wkrótce wstrzymał konia, pozostając w tyle, tym samym przekształcając szyk ze strzelistego we wklęsły – wyraźnie planując ich otoczyć w niedalekiej przyszłości. W tej sytuacji Jeźdźcy nie zmniejszali dystansu, rozjechali się tylko nieznacznie na boki. Zwłaszcza, że zawczasu zauważyli naładowane kusze w rękach dwójki jeźdźców jadących z tyłu.
Jak zauważyła Zorana, każdy z przybyszów był okuty co najmniej tak samo jak oni. No, może poza kusznikami, których nie chroniło w zasadzie nic prócz stalowego hełmu przypominającego kapelusz z rondem i pikowanej kurtki.
- Bądźcie pozdrowieni – zaczął ten, który zdawał się tu dowodzić, z twardym wirgińskim akcentem, ale po keronijsku. Jeźdźcy odpowiedzieli mu oszczędnym skinieniem głowy. Zakonne przywitanie, którym posługiwali się na obradach, obowiązywało tylko między Jeźdźcami oraz w stosunku do Sióstr Miecza.
- Witajcie – odparł oschle Nicolas, a jego kasztanka wysunęła się nieznacznie na przód. Wstrzymał ją jednak, widząc, że wzmaga to czujność strzelców. – Co sprowadza zbrojnych Wirginii na ziemie Zakonu Sióstr Miecza?
Dowódca zbrojnych, mężczyzna o ogorzałej twarzy i drapieżnym spojrzeniu obrzucił ich takim spojrzeniem, jakby co najmniej nasikali do piwa gubernatorowi.
- Ziemie Gubernatora, podarowane w wyrazie dobrej woli na wieczną jałmużnę Myrmydii i jej kapłankom.
Zorana, widząc, że Wirgińczyk jest nie w kij dmuchał, postanowiła włączyć się do rozmowy.
- Oboje jesteśmy tu za zgodą i na polecenie Ishoye, Matki Przełożonej.
Żołnierz uśmiechnął się nieładnie, a dwóch jego towarzyszy roześmiało się cicho.
- My także przybywamy w jej interesie… z braterską pomocą.
Jeźdźcy Zakonu ukradkiem spojrzeli po sobie. Nie mogli powiedzieć, że nie spodziewali się takiego zagrania, ale w tej chwili nie bardzo wiedzieli, o czym mówi oficer.
- Doszły nas pogłoski o tym, że ktoś rozkrada mienie siostrzyczek, ku wielkiej trosce Gubernatora – wyjaśnił Wirgińczyk, udatnie naśladując ton troski. W reakcji na to twarz skrzydlatej spochmurniała teatralnie.
- Niedobre to wieści – przyznała, wyrażając szczere zmartwienie, bez cienia cynizmu. – Jednak nie sądzę, by Siostry, będąc pod opieką Jeźdźców, potrzebowały wsparcia Gubernatora. Zwłaszcza, że to nasi rycerze najpewniej wytypują potencjalnego złodzieja.
Oficer nie odrywał od niej wzroku. Znajdowali się w zbyt dużej odległości, by patrzeć sobie w oczy, jednak wiedziała, że mężczyzna szukał w jej twarzy śladów kłamstwa. Nie spuściła wzroku. Nie była jednak pewna, czy Wirgińczyk jej uwierzył. Szczerze w to wątpiła. Skrzydlata uruchomiła zaciśnięciem pięści magiczny przedmiot otrzymany od towarzysza podróży. Nicolas, szykuj się na najgorsze – powiedziała w myślach, mając nadzieję, że mag wie, co robić i sytuacja nie pozbawiła go refleksu. Z instrukcji wynikało, że sama siła woli miała wystarczyć za przekaźnik wiadomości, ale nie była pewna, czy to zadziałało – i niestety nie mogła spojrzeć w stronę maga, by się upewnić.
Wirgińczyk wyszczerzył zęby.
- Dlatego właśnie jeden z nich posłuży nam radą.
Tym razem skrzydlata nie wytrzymała i skierowała pytające spojrzenie na Nicolasa. Jednak mag jakby jej nie zauważał. Minę miał nietęgą i absolutnie nie patrzył w jej stronę. Podążyła za jego wzrokiem. Dopiero teraz przyjrzała się dokładnie ostatniemu z jeźdźców. Nie zwróciła na niego uwagi, bo jak i dwaj inni towarzyszący oficerowi zbrojni miał na głowie hełm. Dopiero gdy wysunął się na przód, żgając ostrogami wielkiego, ciężkiego wierzchowca – potężniejszego nawet od jej karosza – twarz widoczna spod podniesionej przyłbicy wydała jej się znajoma. Także symbole widoczne na tarczy zaczynały jej coś przypominać.
- Tengel…? – spytała, mrużąc oczy i nie kryjąc zdziwienia.
- Przecież ty nie żyjesz – wydusił w końcu z siebie mag.



- Możesz mi wyjaśnić – spytała skrzydlata cicho, gdy byli już sami. – Co to za szopka, Reinm?
Ogarki świec zdradzały, że do świtu pozostała niecała godzina. Mistrz w zamyśleniu spoglądał przez wytłuczone okienko wielkiej rozety, zdobiącej ścianę za mistrzowskim pulpitem. Skrzydlatej przeszło przez myśl,  że dawno nie widziała jej w świetle dnia, gdy komnatę rozświetlała tęcza barw. Spojrzała na sokolnika oczekująco. Przykro było patrzeć, jak ten w gruncie rzeczy młody mężczyzna postarzał się od czasu objęcia swojego stanowiska.
- Oboje dobrze wiemy, że nie ma żadnych dokumentów do przemycenia. Trójca zajęła się najważniejszymi, gdy tylko pojawiło się zagrożenie. – Kobieta wzięła głęboki oddech. – Powiedz mi, o co chodzi, a zajmę się tym.
Reinm przyglądał jej się przez chwilę.
- Mamy zdrajcę – powiedział wreszcie, patrząc na nią niewidzącymi oczyma. – To jeden z nas. Radny. Ktoś, kto jest obecny na nocnych obradach, przekazuje namiestnikowi nasze plany. Prawdopodobnie miał wpływ na los Tengela.
- Mistrza Ostrzy? – spytała, próbując kojarzyć. Młody czarnowron podleciał i usiadł na krawędzi stłuczonego witrażu. Mistrz przegonił go ruchem ręki. Co za czasy nastały, że nie mogli ufać nawet ptakom. Zorana obserwowała jeszcze chwilę, jak czarne skrzydła rozmywają się w porannej mgle.
- Sądzisz, że ten ktoś mógł się zgłosić na tę misję?
- Niewykluczone – odparł po chwili namysłu. – Jednak, szczerze mówiąc, nie sądzę, by Nicolas był zdrajcą. Ma problem z piciem, prawda – przyznał – jednak jeśli chodzi o skuteczność i lojalność, nie mam co do tego wątpliwości.
Widząc jej przenikliwe, kocie spojrzenie, domagające się argumentów, kontynuował.
- Nicolas znał Tengela, byli towarzyszami broni przez wiele lat. Jego śmierć wstrząsnęła nim bardziej niż kimkolwiek innym.
Zorana nie odpowiedziała od razu. Nie wyglądała na przekonaną. A myślami była gdzieś daleko.
- Obyś miał rację.
cdn.


Spisujcie testamenty, nawracajcie się - koniec świata jest bliski. Opublikowałam część II.

Ta część miała mieć stron około siedmiu... ale się w nich nie zmieściłam, a żadna rozsądna próba ucięcia go pod koniec i wrzucenia do następnego rozdziału nie przyszła mi do głowy. Tak więc serwuję Wam tutaj tylko pierwsze trzy i pół strony, żeby nie zniechęcać Was samą długością. Następna część będzie bardziej dynamiczna - tak mi się przynajmniej wydaje, ocenicie sami. Postaram się zamknąć tą telenowelę... tfu, opowiadanie, w czterech częściach. 

Proszę o konstruktywną ocenę przede wszystkim stylu i samej fabuły, bo to jest teraz mi bardzo potrzebne (jestem w połowie, zawsze jeszcze mogę coś zmienić!). Będę wdzięczna za wskazówki, co bardziej rozwinąć - akcję, przeżycia bohaterów czy opisy świata przedstawionego. Dzięki z góry za każdy komentarz.

PS Formatowanie posta może się trochę nie trzymać kupy, ale póki czekam na ostatnią korektę, nie chcę ręcznie edytować wcięć na początku akapitów.
Czytaj dalej »

Zebrali się wszyscy. A właściwie wszyscy, którzy zostali – bo po dekadzie, jak należało się spodziewać, część z nich odeszła na emeryturę. Do miejsca, w którym nie obowiązywały zakonne przysięgi. Gdzieniegdzie na płaszczach, czapkach czy torbach połyskiwały naszywki, żółtawe metalowe gwiazdki o dziesięciu ramionach. Brosze, jakie można było kupić na pierwszym lepszym stoisku z dewocjonaliami w przyświątynnym kramie. Zorana takowej nie miała. Wystarczył jej intensywnie granatowy płaszcz z wysokim, futrzanym kołnierzem, chyba najdroższa część jej stroju, by każdy z obecnych wiedział, że zastępuje Mistrza.
Regent jest osobą uprawnioną do sprawowania pełni władzy w trzech następujących przypadkach: pod nieobecność Mistrza, gdy ten nie jest zdolny wywiązywać się ze swych obowiązków, lub kiedy pojawia się konieczność wyboru nowego Mistrza, a jeszcze do niego nie doszło. Gdy Mistrz z powrotem przejmuje władzę, Regent zrzeka się jej i zdaje sprawę ze swojej działalności.
z Kodeksu Zakonu Wśród Wzgórz, spisanego przez Josorrela
Spotkali się w małej kamiennej świątyni, fortecy stworzonej do tego, by przemawiać. Przeciąg smagał po łydkach, ziąb trzymał mimo świec, a echo niosło każdy krok. Zgodnie z tradycją broń złożono na ołtarzu Myrmidii, za plecami persony prowadzącej obrady – po to, by na wypadek ataku nie byli bezbronni. Radni siedzieli w kręgu, przed ołtarzem, Regentką i Trójcą. Drzwi pilnowali Jeźdźcy. Przywódczyni niewiele mówiła, więcej słuchała. Trzymała Trójcę blisko i ją częściej prosiła o zabranie głosu, niźli sama się wypowiadała.
Mianem Trójcy tytułuje się trójka zaufanych Mistrza, biegłych w pismach urzędowych, dyplomacji, znajomości księgozbiorów, odczytywaniu raportów, formułowaniu i szyfrowaniu rozkazów oraz łamaniu szyfrów. Podlega ona bezpośrednio Mistrzowi; Starszyzna nie ma nad nią władzy. Sprawuje pieczę nad zakonną biblioteką.
z Kodeksu Zakonu Wśród Wzgórz
Trójca, mimo że skłonna była do różnienia się o nic nieznaczące z pozoru niuanse, teraz zdawała się tworzyć jeden organizm. Jej członkowie nie nosili żadnych oznak piastowanych stanowisk. Ich autorytet stanowiła właśnie ta zgodność.
- Demar jest oblężony – Ambrosius powtórzył pierwsze słowa, jakie padły w tym miejscu od chwili, w której rozpoczęły się obrady. – Jesteśmy zdania, że priorytetem Zakonu powinno być dotarcie do Eleonory. Jest od nas zupełnie niezależna, szanujemy to, jednak naszym obowiązkiem jest chronić ją jako ostatnią przedstawicielkę rodu. Boimy się, że, jako zwolenniczka najbardziej radykalnej opcji, może... – mężczyzna zawiesił głos, szukając odpowiednio subtelnego słowa.
- ... zrobić coś głupiego – dokończyła bezceremonialnie Niemsta.
Kargier, ostatni z członków Trójcy, w milczeniu skinął głową.
Meryn Oxestierne oparł się o prosty, wysoki, smukły zaplecek krzesła i wodził spojrzeniem po drewnianym stropie, spowitym w miękkim mroku. Deski i belki pokryte były ciemnogranatową farbą. Wąskie, niewielkie okna – poprzedzielane topornymi kolumienkami, przywodzące na myśl otwory strzelnicze – wpuszczały niewiele światła. Wystarczyło go jednak, by wymalowane na stropie złote gwiazdy połyskiwały lekko, mieniąc się niczym szlachetny, sczerniały od upływu lat kruszec.
Jeszcze przed chwilą szermierz relacjonował zebranemu gronu, jak przebiegło jego ostatnie spotkanie z kobietą, która przedstawiała się jako Nefryt. Mówił w imieniu swoim oraz Shanley, która teraz czekała na zewnątrz. Nie pozwolono jej uczestniczyć w całości obrad, miała jednak czekać na wypadek, gdyby relacja naocznego świadka okazała się decydująca. Naocznego świadka śmierci Gołębiarza, który – nim odszedł do bogów – wyjawił bardzo kilka interesujących, nieznanych dotąd faktów.
- A może właśnie – odezwał się głos z prawej – powinniśmy pomóc jej wyjść przed szereg? – Radny rozejrzał się na boki. Zorana przyglądała mu się z uprzejmym zainteresowaniem. Wolała nie mówić wiele, ponieważ jej głos tutaj był decydujący. Nie szasta się taką władzą. – Znacie plotki o jej charyzmie. Ludzie za nią pójdą. 
- „Ludzie” to nie wyrachowani feudałowie – wtrącił się Meryn. Zreflektował się i spojrzał na Zoranę. Ta skinęła przyzwalająco głową w jego kierunku. Można było wypowiadać się niepytanym, obyczaj nakazywał jednak, by nie przerywać Mistrzowi, a dziś jego funkcję pełniła Regentka. 
Szermierz odchrząknął, wziął głębszy wdech. Powiódł spojrzeniem po zgromadzonych, starając się odgadnąć, co zamierzają.
- „Ludzie” to nie dowódcy rozdrobnionej armii – podjął. – To nie zgromadzona wokół królewskiej pary arystokracja. To nie siatka szpiegowska Szafiry. Pójdą za nią, owszem – zgodził się. – To na nich najbardziej jej zależy. Ale w ten sposób jedynie dolejemy oliwy do ognia. To nie jest rozwiązanie.
Remis, dotychczas zawzięcie milczący, ale i czujny jak zawsze, zabrał głos.
- Chciałbyś ją „zwerbować” – zaczął, cały czas z ramionami skrzyżowanymi na piersi, manipulując właściwie wyłącznie kciukami wystającymi spod ramion. Meryn podniósł na niego wzrok i mimowolnie wbił paznokcie w krawędź krzesła, ale nie odezwał się. To nie do niego zwracał się mężczyzna nie bez powodu nazywany "żubrem". – Zrobić z niej statuetkę niosącą sztandar i wzywającą rodaków do walki, tak? – Remi, nie odrywając wzroku od Radnego, zapytał: – Panie Oxestierne, co możesz nam powiedzieć o charakterze Eleonory Marvolo?
- Nie jesteśmy w stanie jej zwerbować – sprostował. – Wtedy, pięć lat temu powiedziała mi, że nie chce się ujawnić, by któryś z rodów tego nie wykorzystał. Nie chce zostać kartą przetargową, dzięki której część arystokracji będzie mogła obalić królową Szafirę, bo to doprowadzi do wybuchu wojny domowej. A to właśnie wojny domowej bała się najbardziej. Najpierw chciała wyzwolić Keronię, zlikwidować zagrożenie, dopiero potem skupić się na tym, w czyich rękach znajduje się władza. Co się zaś tyczy jej charakteru… – Na jego usta wpełzł nikły uśmiech, który jednak zgasł podejrzanie szybko. – Poświęciła się sprawie Keronii. Bez reszty. Wierzy w to, co robi. I nawet jeśli zdaje sobie sprawę z tego, jak nikłe są szanse na odzyskanie całkowitej wolności, to i tak robi wszystko, nawet jeśli tylko po to, by dać ludziom nadzieję.
Remis uśmiechnął się na moment, ale nie był to szczególnie miły uśmiech. Zorana siłą rzeczy podzieliła ten grymas, spuszczając na moment wzrok, jakby zastanawiając się nad czymś. Radny jakby trochę się zreflektował, ale odbił piłeczkę.
- Co w takim razie planujecie zrobić? – zapytał. – Zwerbować się w szeregi jej bandy? Wykonywać polecenia niewypierzonej dziedziczki Marvolo?
Meryn chciał coś odpowiedzieć, ale uprzedził go inny Radny.
- Uważam, że powinniśmy dowiedzieć się, co tak naprawdę zamierzał Reinm. 
Zorana pojęła, że ta uwaga była skierowana do niej. 
- Myślę – zaczęła, trochę zaskoczona tym, jak jej głos niesie się po pustej świątyni – że będziemy musieli do kwestii Nefryt wrócić. Ale wcześniej powinniśmy dowiedzieć się, co ma nam do powiedzenia ostatnia osoba mająca kontakt z Gołębiarzem. – Nie słysząc głosów sprzeciwu, zwróciła się do strażnika pilnującego drzwi od środka. – Poproś Shanley.

Gołębiarz to najbardziej zaufana osoba w całym Zakonie i jego siatce szpiegowskiej. Człowiek, który – oprócz zajmowania się ptakami – odbiera wszystkie wiadomości, przekazywane zarówno ustnie, jak i pisemnie. Ma prawo przeczytać każdy list i każdy raport. Jego zadaniem jest przekazywanie Mistrzowi i Starszyźnie wszystkich pism i sprawozdań, które nie mogą zostać dostarczone im osobiście. Podlega bezpośrednio Mistrzowi i to jemu w pierwszej kolejności winien jest wierność i posłuszeństwo.
z Kodeksu Zakonu Wśród Wzgórz
- Denerwujesz się?
- Nie – odparła Shan, patrząc na Logana z udawaną pewnością siebie, może nawet z nutą wyniosłości. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało. Z wnętrza dało się słyszeć zwielokrotnione echem głosy, jednak słowa trudno było rozróżnić. Wiatr delikatnie giął czubki drzew, szeleścił liśćmi, popukiwał skrzydłami wysokich drzwi. – Nie wiem. Chyba tak.
Stali w pobliżu wejścia, starając się jak najbardziej osłonić od wiatru. Nie było zbyt ciepło. Chłopak stał w roli czujki, był przy mieczu i generalnie mógł wejść do środka co najwyżej po zakończeniu obrad. Chyba że stałoby się coś niespodziewanego i zagrażającego bezpieczeństwu obradujących. Po historiach opowiedzianych mu przez mentora Logan właściwie niczego nie żałował. No, może poza tym, że wewnątrz musiało być znacznie cieplej.
- Remis twierdzi, że oni nie gryzą - uspokoił. - Połykają w całości. – Uśmiechnął się do dziewczyny, oczekując jej reakcji. – Nie przejmuj się, opowiesz, co wiesz, zadadzą parę pytań i będzie po bólu.
- Mhm. – Uśmiechu nie odwzajemniła. – Pokręcą głowami, pokazując, jacy są niezadowoleni, a kiedy wyjdę, zaczną się zastanawiać, czy mogą mi wierzyć.
- Tak to już u nas jest. Przynajmniej tak słyszałem. – Wzruszył ramionami. – Choć Regentka nieszczególnie się z tą gromadą lubi, więc myślę, że w razie czego Cię wesprze. Znacie się... na prywatnej płaszczyźnie?
Skinęła głową w odpowiedzi. Wpatrywała się w dal.
- Właśnie dlatego boję się, że zawiodę.
Tu go zaskoczyła.
- Głowa do góry! – Dał jej kuksańca w bok. – Poza tym, nie wiem, czy się zorientowałaś, ale po tej jędzy wszystko spływa jak po kaczce. 
Shanley posłusznie zadarła głowę.
- A co? Będzie padać?
Logan roześmiał się.
- Widzisz? Od razu lepiej.
cdn.
________________________________________________
Obraz jaskółki: link. Herb w wykonaniu własnym.
Opowiadanie pisane w duecie Zorana&Aedówka.
   
Czytaj dalej »
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do wzięcia udziału w sesji. Pierwszym etapem byłoby poprowadzenie indywidualnego wstępniaka dla każdego autora. Potem umówilibyśmy się na wspólną, zbiorową rozgrywkę.

Wstępniak: 4-6 godzin. Możemy poprowadzić w dowolnym odpowiadającym każdej ze stron terminie.
Dalsza rozgrywka: do ustalenia.

Fabuła pozwoli odnaleźć się na sesji każdej postaci, bez względu na jej pochodzenie czy profesję. Akcja dzieje się współcześnie, to jest w 17 roku Ery Świetlnych Dni.

Eksperymentujemy ze sposobem prowadzenia. Sesja będzie czymś w rodzaju wątku lub interaktywnego opowiadania. Jako MG będziemy opisywały, co się dzieje w świecie przedstawionym, czasami podrzucimy postaciom jakieś wspomnienie czy spostrzeżenie, ale od czasu do czasu poprosimy Was, żebyście coś opisali. Damy wtedy wyraźny sygnał.

Bawcie się, to jest piaskownica. Zastanawiacie się, jak zareaguje świat, gdy coś zrobicie? Nie zastanawiajcie się, po prostu to zróbcie. Ale pamiętajcie, że każde działanie ciągnie za sobą konsekwencje.

Prowadzą Zorana i Olżunia.

Na sesję polecamy zaopatrzyć się w żywność i słuchawki.
Czytaj dalej »


Alexander Walker| Greem | 27 lat| wędrowiec | łowca nagród| stara się nie działać pochopnie | jeden ze Strażników Bram

183 cm wzrostu| czarne włosy| czerwone oczy| czerwony płaszcz, szare spodnie, biały kaptur, przepaska na oczy, tuba w kształcie zwoju

dobrze walczy kijem| znajomość magii| możliwość przenoszenia się do innych wymiarów

 
Świtało, gdy się obudziłem. Moje ubranie było wilgotne od porannej rosy, a ognisko niemal całkiem wygasło. Jednak nie było już sensu rozpalać go od nowa. Cel był już blisko, za blisko.
Przeciągnąłem się lekko zdrętwiały po nocy. Chłód i twarda gleba nie pomagają w zaśnięciu. Zwłaszcza, kiedy jest się ściganym przez bandę fanatyków.
- Za życia nie byłem aż tak popularny.
- Ale masz już nowe - odezwał się za mną głos. Nie musiałem się obracać by wiedzieć do kogo należy.
- Nadal nie wierzę, że tu jestem. Że ZNOWU jestem.
- Co chcesz tam znaleźć?
Wiedziałem, że patrzy w stronę miasta. Sam odruchowo spojrzałem w tamtą stronę. Co chciałem tam znaleźć? Odkupienie? Odpowiedzi? Nadzieje? Może wszystko naraz?
- Zobaczy się. Najpierw muszę wyrównać pewne rachunki.
- Jakie?
Nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że odpowiedź by ją nie zadowoliła. Wstałem i powoli podszedłem na szczyt wzniesienia by jeszcze raz spojrzeć na miasto. Nic się nie zmieniło. Nadal brudne i pełne nadziei. Latarnie jeszcze się świeciły, a mieszkańcy powoli budzili się do życia.
Znowu tu jestem. W końcu to prawda co mówią. Wszystkie drogi prowadzą do Królewca...
- Czas zacząć działać - wyszeptałem i powolnym krokiem ruszyłem w stronę miasta.


(Opis może ulec zmianie!)
gg: 56165800

Czytaj dalej »

Prawa autorskie

© Zastrzegamy sobie prawa autorskie do umieszczanych na blogu tekstów, wymyślonego na jego potrzeby świata oraz postaci.
Nie rościmy sobie natomiast praw autorskich do tych artów, które nie są naszego autorstwa.

Ogłoszenia

- Zorana i Olżunia prowadzą nabór do sesji. Termin pozostaje nieustalony. Zapisy w komentarzach pod postem na stronie głównej.

- Zapraszamy do udziału z zabawie integracyjnej 2.0. Więcej informacji w poście na stronie głównej.

Blog otwarty, zapraszamy do zapisywania się :)

Szukaj




˅ ^
Królestwo
K
eronii


Przewodnik Regulamin Stwórz postać
Mam już postać
Szablon autorstwa Rinne Lasair
mruwisko, ip, fontawesome, scroll